Po dłuższym czasie użytkowania, każda mama ma swój przepis na pranie pieluszek. Poniżej przedstawiam moją propozycję.
Najpierw usuwam z pieluszki grubsze zabrudzenia, w razie konieczności spłukuje wodą. Używam dodatkowych wkładek biodegradowalnych, więc najcięższe zabrudzenia lądują w toalecie razem z papierkiem. Często używam otulaczy i pieluszek typu SIO, więc sprawdzam czy zewnętrzna część pieluchy jest zabrudzona – jeśli nie używam ponownie. Brudną pieluszkę wrzucam do wiadra przeznaczonego tylko do tego celu. Do wiadra można wkraplać olejki eteryczne, które hamują rozwój bakterii i eliminują intensywny zapach (np. olejek z drzewa herbacianego lub lawendowy). Podobny skutek można uzyskać w okresie zimowym wystawiając wiadro na balkon. Jednak nie wolno namaczać pieluszek w pojemniku gdyż jest to siedlisko bakterii.
Co drugi dzień pakuję wkład do bębna i piorę w 600C. Piorę w jednej łyżce środka antybakteryjnego bez dodatków zmiękczających i płynów do płukania. Płuczę dwukrotnie z dodatkiem olejku lawendowego (może być też inny).
Nie wolno namaczać pieluch ani zapierać mydłem!
Nigdy nie namaczam pieluch i nie traktuję pieluszek PUL temperaturą wyższą niż 45-600C octem, ani kwaskiem cytrynowym. Do prania nie stosuję mydła ani orzechów. Oleje roślinne i saponina osadzają się na włóknach przez co pieluszki są mniej chłonne. Nie traktuję pupy dziecka kremami ani środkami które zatłuszczają pieluszki. Raz na miesiąc wykonuję stripping.